Nie jestem starcem, ale na swojej życiowej drodze spotkałem już wielu ludzi. Czasami mam wrażenie, że zbyt wielu. Spora część moich bliskich, czy też sezonowych znajomych, jest nosicielami.
Nosicielami wirusa pozerstwa.
Nie lubię generalizować, wrzucać do tego samego wora, topić w tej samej szklance. Jednak nie mogę się obejść bez uogólnienia, że pozowanie to nasza – Polska, specjalność.
Znałem Marka, co prawda znałem go krótko – cztery tygodnie, na robolskim turnusie w Holandii. Marek uwielbiał się chwalić swoimi seksualnymi podbojami. Nie mylić z – miłosnymi. Burdele, tirówki, tępe dupy z klubu disco, to był ponoć jego świat, którego był prezesem. Oczywiście gadka o łatwych laskach, była kwestią popisową jego teatralnych wystąpień, ale miał też inne – bardziej wysublimowane.
Przechwalał się, na temat przygodnie spotkanych dziewcząt w tramwajach, pociągach, w sklepie warzywnym, które potrafił zbajerować w trzech zdaniach. Marek był wątpliwej urody. Bardziej wątpliwej niż to, że Bóg istnieje, jednak panny z jego historii nie mogły mu się oprzeć. Typem intelektualisty też raczej nie był. Dał temu świadectwo, kiedy zapytał mnie którego w tym roku wypada Sylwester.
Jako że, jestem typem sceptyka, coś nie pozwalało mi wierzyć w jego opowieści. Odwiedziłem jego konto na naszej klasie, współczesne akta SB. Znajomych – 200, zdjęć – 34, komentarzy do zdjęć łącznie – 89. No ładnie, ładnie – pomyślałem. Wszystko kleiło by się w Markową całość, gdyby nie to, że osobami komentującymi zdjęcia byli sami mężczyźni…
Jurek to mój bardzo dobry kolega, poznaliśmy się jeszcze w czasach studenckich. Lubię gościa, choć też nie udało mu się zawczasu zaszczepić przed wirusem.
- Hej Jurek, co słychać?
- A kurwa, ale się wczoraj najebałem. Stary, poszła flacha, wino, i jeszcze po czteropak browca do nocnego ganiałem…
Standard. Opowieści o melanżach to chleb powszedni naszych dialogów, które odkąd dopuszczę Jurka do głosu, stają się jego monologiem. Hank mówił, że każdy szanujący się alkoholik, powinien pić dzień w dzień, przez jakieś 20 – 30 lat, dopiero wtedy będzie mógł z dumą przywdziać status pełnoprawnego alkoholika. Współczesna młodzież, chce być uzależnioną po trzech, czterech libacjach. W tym wypadku droga na skróty – nie istnieje.
Spotkałem kiedyś Mariusza, okazał się zdrowym popierdoleńcem. Pamiętam jak w noc sylwestrową groził nam nożem, po wypiciu zbyt dużej ilości Żołądkowej. Kawał grubego i tłustego skurwysyna, który pocił się szybciej niż mówił, co było trudne bo miał jakieś werbalne ADHD. Przechwalał się, że ma znajomych – gangsterów z najwyższej półki. Natomiast, na wczasy najczęściej jeździł na Mazury…do Orzysza, czasem do Iławy. Gęba mu się nie zamykała, rzucał kurwami a z jego oczu biła głupota wymieszana z seksualnym zaburzeniem.
Kilka tygodni po imprezie, spotkałem go na mieście. Niósł matce siatkę z zakupami.
Tomka poznałem na jednym z portali, dla początkujących poetów. Publikował dwa wiersze dziennie. Wysublimowane, egzaltowane, wyrafinowane, mówiąc w skrócie – takie, których żaden normalny człowiek nie przeczyta. Lubował się w recenzowaniu prac innych twórców. Miał w sobie imperatyw, mówienia tego co uważa. Jakby cały świat czekał właśnie na jego opinię. Jakby był szefem banku centralnego i cały region czekał na jego decyzję w sprawie stóp. Tylko, że tak naprawdę nikogo nie obchodziło co on ma do powiedzenia. Być może, w dzieciństwie, rodzice podarowali mu zbyt mało atencji, bo byli zajęci życiem intelektualistów. Trudno powiedzieć. On też się zdemaskował. Pozerzy mają taką cudowną właściwość, że nie trzeba ich jakoś szczególnie podpuszczać do pokazania swoich słabych kart, swojej pary dwójek. Pod jednym z wierszy pozostawił taki oto komentarz:
Dużo pisz, dużo czytaj, bo póki co to nie jest poezja, a co najwyżej paplanina, komentarze tutaj pozostawione są większą poezją niż Twój tekst, po prostu – fuj, słabizna, to jest grafomania najczystszej, wręcz źródlanej wody, i po co takie coś w ogóle publikować, gdzie szacunek dla czytelnika?! Yyyy, bzdurka, bzdetka, są inne rzeczy na świecie niż pisanie, naprawdę weź się za coś innego, przecież Oni klikają – nie wymaga korekty, tylko z litości, nie czaisz?! Wydmuszka ! Nie, nie, nie ! Potworek ! nie ma formy, nie ma treści, po prostu pustka…
Oczywiście mój komentarz, nie dotyczy autora tylko jego tekstu.
na własną odpowiedzialność
piątek, 7 października 2011
czwartek, 6 października 2011
Z pamiętnika facebooka użytkownika
zaprosiłem do znajomych
mimo że cię kurwa nie lubię
w szkole pożyczałeś
na wieczne nieoddanie
po szkole leciałeś
w chuja że mnie nie znasz
na studniówce przeleciałeś
moją pierwszą miłość
zaprosiłem cie do znajomych
ale nie myśl
że skomentuję twoje zdjęcie
środa, 5 października 2011
Koniec końców - nie przyjęli
Mam na imię Krzysztof, ale mówią na mnie - Staszek.
Mówią jeszcze - Faraon, Edi, Czarna Pantera, niektóre egzemplarze, gatunku Homo Sapiens, zwracają się do mnie per - Mistrzu.
W Państwa ogłoszeniu, przeczytałem, że poszukujecie osoby, obdarzonej takimi cechami jak:
- giętki język, ostre pióro, kreatywność,
- zorganizowanie, odpowiedzialność i zapał do pracy,
- umiejętności komunikacyjne, oraz sprawność działania,
- wzorowy styl, interpunkcja i ortografia.
Oto jestem.
Z wyrazami szacunku,
oraz, z głębokim przekonaniem, że podejmiecie Państwo, jedyną słuszną decyzję
Krzysztof Brągiel
wtorek, 4 października 2011
Kariera od kuchni, czyli z pamiętnika Pascala po phostu gotuj
Miałem kiedyś pomysł,
z rzadka zdarzał mi się,
żeby do rosołu,
wsypać żółty kisiel.
Koncept był udany,
pasty wyszło więcej.
Ja odkryłem w sobie,
kuchenne zacięcie.
Później gastronomik,
studia kulinarne,
nauka z dzieciństwa
nie poszła na marne.
Praca u Gesslerów,
poważanie w branży,
program w tevał enie,
poczułem się ważny.
Do finału zdążam,
bo mnie Magda woła.
Dzisiaj wielka gwiazda
rodzi się z matoła.
z rzadka zdarzał mi się,
żeby do rosołu,
wsypać żółty kisiel.
Koncept był udany,
pasty wyszło więcej.
Ja odkryłem w sobie,
kuchenne zacięcie.
Później gastronomik,
studia kulinarne,
nauka z dzieciństwa
nie poszła na marne.
Praca u Gesslerów,
poważanie w branży,
program w tevał enie,
poczułem się ważny.
Do finału zdążam,
bo mnie Magda woła.
Dzisiaj wielka gwiazda
rodzi się z matoła.
niedziela, 2 października 2011
Poezja współczesna - paskudne uogólnienie
Wiosna to pora
roku. O kurwa przerzutnia!
Ciepły maj
baju baj.
Ja pierniczę
rym!
Kwiaty przemawiają
językiem miłości.
Cholera
- personifikacja !
Piękne kwiaty
dorodny szczep.
Ożesz!
Epitet!
Wiersz
jak chuj.
roku. O kurwa przerzutnia!
Ciepły maj
baju baj.
Ja pierniczę
rym!
Kwiaty przemawiają
językiem miłości.
Cholera
- personifikacja !
Piękne kwiaty
dorodny szczep.
Ożesz!
Epitet!
Wiersz
jak chuj.
Kłamstwo ma najtrwalsze nogi świata
Bardzo irytowały mnie zawsze pytania w stylu - hej co słychać? Czy mój rozmówca naprawdę chciał wiedzieć jak mi się w życiu powodzi, czyt tylko rzucał we mnie takim hasłem bo tak się przyjęło? Jeżeli wdawałem się w tak zaczętą rozmowę, zawsze kłamałem. Przecież, nie będę się przed nim obnażał z intymnych rzeczy, więc kłamałem zachowując prawdę dla siebie. Jak wyglądała zazwyczaj taka standardowa rozmowa, z jakimś dawno niewidzianym kolegą? Mniej więcej szło to w ten sposób.
- Hej co słychać?
- No cześć witaj, u mnie wszystko gitara. Mam śliczną żonę, mądre i grzeczne dzieci jakoś leci.
- Ej, to elegancko. A jak tam praca, czym się zajmujesz, zawsze cie ciągnęło do pisania.
- No powiem ci, że mi się udało, znalazłem wydawcę, książka od stycznia jest w sprzedaży. Może słyszałeś, nosi tytuł "Na bogato, czyli krótka historia o tym jak odniosłem sukces" ?
- Nie słyszałem, ale pamiętasz ja z polskiego byłem noga. A idzie z takiego pisania wyżyć?
- Póki co muszę się pochwalić, że książeczka schodzi jak świeże buły, także nie narzekam.
- Świetnie, a jak tam z żoną układa się? Pamiętam, że chodziłeś z Jolą z 6B, ładna była dziewczyna.
- To właśnie Jolę poślubiłem. Szczerze ci powiem, że przemijanie dla niej nie istnieje, a nawet mogę powiedzieć, że jakby wyładniała wraz z upływem lat.
- Oooo, ekstra, pewnie dba o siebie.
- Jakbyś zgadł. Stary 3 razy w tygodniu siłownia, w weekend basen, dieta kapuściana. No i wiesz talia osy, proszę ciebie.
- Kurcze ale masz farta, zazdroszczę.
- No ja też dbam o siebie, co weekend z kumplami wychodzimy trochę poszaleć, czasem paint ball, czasem squash.
- Noo to nie są tanie rzeczy...
- Raz na tydzień można się wybrać. Jolka też pracuje, więc na finanse nie narzekamy.
- Wspominałeś o dzieciach, syn, córka?
- Syn i córka. Romek ma już 19 lat, wiesz poważny wiek, planuje pójść na prawo, ma do tego smykałkę. Moja córeczka Ania, śliczna dziewczyna jest 3 lata młodsza od Romka, w szkole świetnie sobie radzi, poza tym trenuje gimnastykę artystyczną, ech dziewczyna guma.
- Cholera zdolne dzieciaki, po tatusiu, gratuluje.
- A dzięki wielkie, a co tam u ciebie?
- A nic ciekawego, dobra ja muszę lecieć, miło się rozmawiało.
- Już uciekasz? Jeszcze miałem ci tyle do opowiedzenia.
- Przepraszam stary ale mam jeszcze kilka rzeczy do załatwienia, trzymaj się.
- Na razie, powodzenia!
Trochę facet się załamał, bo uwierzył w mój stek kłamstw i rzeczywiście zazdrościł, ale dobrze mu tak - wieszał się na trakcji to pierdolnął go prąd. Miałem nadzieję, że po takiej rozmowie już więcej nie będzie zadawał durnego pytania - co słychać? Świat jest oparty na kłamstwie i bardzo dobrze, że tak jest. W przeciwnym razie trwalibyśmy w stanie ustawicznej wojny. Proszę sobie tylko wyobrazić co by się stało gdyby szefowie takich krajów jak Rosja czy USA mówiliby to co naprawdę myślą. Przejdźmy jednak z makro do mikro, jakby wyglądały nasze rozmowy, gdybyśmy nie kłamali, na pewno nie tak przyjemnie, jak moja z kolegą.
- Hej co słychać?
- Chujowo, mam paskudną żonę, mój syn handluje prochami, a córka jest osiedlową dziwką.
- Co ty gadasz, aż tak źle. Masz chociaż jakąś fajną pracę, w szkole pisałeś wypracowania najlepiej w klasie?
- Ta, teraz też piszę, jestem, kurwa copywriterem, jebani łachmaniarze płacą mi 1zł za 1000znaków i jeszcze wymagają, żeby tekst był unikalny.
- 1000 znaków za złotówkę?! Rzeczywiście kiepsko. A co z żoną faktycznie tak się pogorszyła z wyglądu?
- Pogorszyła? To jest stary monstrum, waży więcej niż afrykański słoń z sadzawką i palmą razem wzięci.
- Czekaj, czekaj a Ty nie wyszedłeś za te Jolką z 6a? Ona była klasa laska.
- z 6b, tak była ekstra, ale czas ją nieźle posunął. Wiesz kiedy ja ostatni raz widziałem jej talię? W 89' podczas nocy poślubnej. Wtedy to była talia, a teraz to ma pod piersiami jakąś zapasówkę do tira, z takim śmiesznym bieżnikiem z rozstępów po drugiej ciąży.
- Właśnie a co z dziećmi faktycznie jest z nimi tak źle?
- Szkoda mówić, Romana właśnie niedawno zamknęli w kryminale, miał zrobić dobry deal, chciał pogonić trochę więcej towaru niż zwykle i się przejechał.
- A co z córką?
- To pospolita kurwa jest, ma dopiero 16 lat a już ją pół szkoły przeruchało, nawet ma taką ksywę- giętka ania, do ruchania.
- O żesz Ty, nie zazdroszczę ci, pewnie nie masz zbyt wielu przyjemności w życiu...
- Czasami pójdę z sąsiadem do piwnicy on tam pędzi niezłego samogona, pykniemy w pokera, coś się dzieje.
- Zawsze to coś, no nic ja będę uciekał, trzymaj się!
-Bywaj.
Kłamstwo to fundament życia, bez niego nie byłoby realne żadne ludzkie bytowanie, jest nam ono potrzebne jak tlen,żeby nie podusić się w śmiercionośnej prawdzie. Kłamstwo jest jak drzwi do lepszego świata, świata marzeń, fantazji, ułudy. Prawda boli a nikt nie chce ranić ani być ranionym.
sobota, 1 października 2011
Dostosowany inaczej
"...ten zwykły siedzi we mnie, czasem przejmuje dowodzenie. Nic sobie nie robi z tego, że go mało cenię..."
(Piotr Szmidt)
kiedy pluli udawałem że to pot z czoła
kiedy opowiadali żarty o żydopłocie
twierdziłem że też jestem antysemitą
kiedy kopali marcina
skupiałem się na wiązaniu sznurówek
jak wszyscy miałem wyjebane
w portfelu nosiłem gumki
a na wuefie
drapałem się po jajach
dzisiaj przekręcę liczniki
żeby pogonić auto
do wodomierza
przyłożę magnes
peta rzucę do twojego ogródka
i podrapię się po głowie
nie myśląc
a chłopczyk z mongolizmem
pokaże mi faka
(Piotr Szmidt)
kiedy pluli udawałem że to pot z czoła
kiedy opowiadali żarty o żydopłocie
twierdziłem że też jestem antysemitą
kiedy kopali marcina
skupiałem się na wiązaniu sznurówek
jak wszyscy miałem wyjebane
w portfelu nosiłem gumki
a na wuefie
drapałem się po jajach
dzisiaj przekręcę liczniki
żeby pogonić auto
do wodomierza
przyłożę magnes
peta rzucę do twojego ogródka
i podrapię się po głowie
nie myśląc
a chłopczyk z mongolizmem
pokaże mi faka
Subskrybuj:
Posty (Atom)